środa, 21 marca 2018

Wiosenna zakładka do książki

Dziś Pierwszy Dzień Wiosny :) Mimo tego, że za oknem jeszcze resztki śniegu i mróz, to jednak wierzę, że wiosna w końcu nas odwiedzi. Pewnie nie tylko ja mam dosyć tych czapek, szalików i wiecznie gubiących się rękawiczek. Chciałabym już prawdziwą wiosnę, słońce, zieleń i kwiaty. Chcę w końcu założyć trampki i jeździć na rowerze, spacerować i wygrzewać twarz w słońcu. Wbrew nieprzyjemnej aurze, postanowiłam wprowadzić trochę wiosny do swojej codzienności. Oprócz świeżych kwiatów w wazonie, postanowiłam że zrobię coś, co będzie dawało mi jeszcze więcej nadziei na wiosnę. A w tym roku na wiosnę czekam szczególnie, gdyż czekają mnie wielkie zmiany - urządzanie domu! Sami więc rozumiecie, skąd decyzja o przywoływaniu tej pory roku ;) 

 Z racji tego, że czytam sporo książek, postawiłam na wiosenną zakładkę. Zrobiłam ją bardzo szybko, a efekt naprawdę mi się podoba :) Zobaczcie sami! 

Do przygotowania zakładki użyłam:
- kartkę z bloku technicznego
- nożyczki
- papierowego motylka (znacie go z TEGO wpisu) 


Zaczęłam od narysowania sobie dwóch szablonów mojej zakładki - odmierzyłam szerokość taśmy i wycięłam dwa paski, które będą podstawą zakładki. 



Róg jednego z pasków posmarowałam klejem i przykleiłam tylko sam tułów motylka



Oba paski skleiłam ze sobą




Na wierzch przykleiłam taśmę. 
Jej kolory wydały mi się naprawdę wiosenne, a w połączeniu z motylkiem - wygląda to jeszcze lepiej! 


Jak Wam się podoba? Czujecie już wiosnę? :)




czwartek, 8 marca 2018

Być kobietą? Lubię to!

Kiedy jesteś dzieckiem jedyną kobietą w Twoim życiu jest mama, no czasem jeszcze babcia. W przedszkolu poznajesz koleżanki, które Cię często wnerwiają, bo chcą się bawić z Tobą w dom i ubierać lalki. Szkoła często zmienia Twoje spojrzenie na kobiety. Tam poznajesz ich więcej, o różnych charakterach i wyglądzie. Na początku masz ochotę je wszystkie pozabijać, bo są takie irytujące! Jednak dalsze szczeble edukacji weryfikują Twoje zdanie na ich temat. Poznajesz ładniejsze koleżanki siostry i zaczynają Ci się one podobać. Pojawiają się pierwsze zauroczenia, uczucia, emocje, z którymi masz do czynienia właściwie do dziś. Przez całe swoje życie próbujesz zrozumieć kobiety. Trzeba przyznać - dość trudny cel sobie wyznaczyłeś....

Tak naprawdę my same często mamy problem ze zrozumieniem siebie, z określeniem kim jesteśmy i jakie chcemy być. Z jednej strony chcemy czuć się kochane, podziwiane, z drugiej odpychamy komplementy, które słyszymy:

-Ładnie dziś wyglądasz!
- E coś Ty, mam brzydkie włosy, nie wyspałam się, a do tego wyskoczył mi pryszcz i...

I tak możemy w nieskończoność. Dlaczego?! Facet nam prawi komplementy, a my zaczynamy go przekonywać jakie jesteśmy złe. Nie wspomnę już o tych wszystkich dietach, głodówkach i ciągłym odchudzaniu...

- Boże, jak ja wyglądam! Tu wałek, brzuch jak piłka, krótkie i grube nogi, a te biodra - jak szafa! Jak Ty możesz mi mówić, że jestem ładna?!

Ej kobiety, serio?! Czasem przestaje mnie dziwić, jak któryś z moich znajomych mówi, że my tylko komplikujemy sobie życie. Trzeba przyznać, że niekiedy jesteśmy w tym mistrzyniami! A później ci faceci pamiętają tylko to nasze marudzenie, humory i przestają nam mówić cokolwiek, bo przecież i tak to obrócimy przeciwko sobie. No i przeciwko nim oczywiście. A później niby mamy pretensje dlaczego nikt nie zauważa naszej nowej fryzury albo sukienki... Czasami same do tego doprowadzamy, wiecie? Jakby nie wystarczyło po prostu "dziękuję". Wszyscy czuliby się lepiej. My - bo ktoś nas pochwalił, zauważył, on - bo zdobył u nas plusa i wprawił w dobry nastrój. Nauczmy się przyjmować komplementy i dziękować za nie! Nagle okaże się, że ludzie są dla nas mili, że my same zaczynamy się uśmiechać patrząc na odbicie w lustrze. Polecam każdemu! :) Nie chodzi oczywiście o to, by na siłę wymagać samych pochwał. Chodząc za facetem i ciągle mu przypominając, by nie zapomniał nam przypadkiem powiedzieć czegoś miłego, osiągniemy odwrotny skutek. Od czasu do czasu przyda nam się także ktoś, kto będzie nas ściągał na ziemię. Na przykład kiedy w trakcie zakupów zapragniemy kolejnej świetnej, super modnej bluzki (jakiejś dwusetnej w naszej szafie). 

A jak my kobiety oglądamy filmy? Ile razy któryś z moich znajomych śmiał się z reakcji damskiej części "widowni", kiedy to wpatrywałyśmy się w ekran z maślanymi oczami widząc jakiegoś przystojnego aktora. (swoją drogą, zwróciłyście kiedyś uwagę jak się w tej chwili zachowują wasi męscy towarzysze?) Nie ma także oporów przed westchnieniami, kiedy okazuje się, że bohaterowie wrócili do siebie po poważnej kłótni. No i tak, płaczemy na filmach! Drodzy panowie - to normalne, nie należy wówczas uciekać, chować się, albo się z nas wyśmiewać. Tak już mamy - emocje biorą górę i już! Nie musicie nam tłumaczyć, że to tylko film, my doskonale o tym wiemy, a mimo to, czasem nie potrafimy się powstrzymać przed okazaniem emocji. Oczywiście, nasze reakcje bywają różne... Możemy płakać, śmiać się, zasłaniać oczy i odwracać głowę (choć horrory nie zawsze wywołują strach, przytulić na uspokojenie nigdy nie zaszkodzi :) ).

Panowie nie mają z nami łatwo także jeśli chodzi o takie codzienne życie. Wyrażenie "posprzątaj to" pojawia się dość często i nie myślcie, że to nam się znudzi. Tak samo zawsze będziemy tłumaczyć, czym się różni spódniczka od sukienki, czy maskara od eyelinera... Choć myślę, że akurat z tym idzie co raz lepiej :)

Nikt też nie zrozumie, dlaczego wymagamy porządku i czystości, a mamy taki chaos w torebce. Choćby nie wiem jak duża była nasza torebka - zazwyczaj czegoś w niej szukamy. Niemożliwe jest więc, by ktoś inny odnalazł się w tej torebkowej dżungli.

Często lubimy planować. Zapisujemy ważne rzeczy w notesie, robimy listy zakupów, układamy plan dnia, a jednak lubimy niespodzianki. Spontaniczne wyjazdy, odwiedziny, spotkania - to coś, co sprawia, że wszystkie poczynione rozpiski i notatki odchodzą w niepamięć.

Lubimy być niezależne i samodzielne, a jednak miło jest, gdy ktoś otworzy nam drzwi, przepuści w kolejce, czy pomoże zmienić koło. O tak... dochodzimy do wątku samochodowego. Może nie znamy się na tych wszystkich płynach, kabelkach i kontrolkach, a auto wybieramy ze względu na kolor, to jakoś sobie radzimy. Może nie mamy dobrej orientacji w terenie lub świetnych umiejętności parkowania, a jednak jeździmy, próbujemy i znajdujemy. Nie wierzę, że tylko kobietom przytrafiają się różne samochodowe wpadki. Sama jestem kierowcą i przyznaję, że potrafię wygłupić się przed facetem jakimś pytaniem albo rozpaczliwą prośbą o pomoc w najprostszej czynności. Jesteśmy tylko ludźmi! Wielokrotnie miałam też okazję podziwiać zmagania panów w tym okrutnym, zaplątanym komunikacyjnym świecie. Różne zdarzają się sytuacje, wierzcie mi :)

Jakby tak to wszystko podsumować to jest trochę tych naszych głupstw, z którymi muszą się zmagać ludzie z naszego otoczenia. Marudzimy, gadamy bez końca, odchudzamy się miesiąc, by przez dwa kolejne znów się objadać, miewamy huśtawki nastrojów, wybuchamy bez powodu, przechodzimy pms, wynajdujemy kolejne oznaki cellulitu i zmarszczek, chcemy operować sobie nosy, biust, pośladki, uszy, zawsze mamy za mało ubrań, marzymy o wielkich miłościach jak z książek, kierujemy się uczuciami, zmieniamy fryzury, kupujemy mnóstwo najróżniejszych kosmetyków, pijemy wino z przyjaciółkami, tańczymy kiedy mamy dobry humor, płaczemy, gdy jest nam źle, ale czy naprawdę to jest takie straszne? Przecież to właśnie w nas zakochują się mężczyźni! :) I nie zaczynajcie teraz wymieniać rzeczy, które musiałybyście w sobie zmienić, by ktoś na Was zwrócił uwagę, bo wiecie co? Najpierw musimy zaakceptować i pokochać same siebie, by móc się otworzyć na miłość innych. Musimy odnaleźć w sobie siłę, swoją prawdziwą osobowość i rozwijać je jak najlepiej. Musimy poznać swoją wartość i przekonać się, jakie jesteśmy dobre! Jeśli same będziemy siebie szanować, inni także będą to robić. Kiedy będziemy się uśmiechać, ludzie odwzajemnią nam uśmiech. Kiedy nauczymy się przyjmować komplementy (ale też czasem krytykę) zobaczymy znacznie więcej. Przyznam Wam, że ja sama mam z tym problem, a mój Mąż wciąż uparcie powtarza mi, ile jestem warta i jak wiele znaczę. Może kiedyś to w końcu zrozumiem :) 

  

Drogie Panie - bądźcie sobą! Nie zapominajcie, ile jesteście warte! Co z tego, że nie zawsze wyglądacie tak, jakbyście tego chciały - czas pozbyć się kompleksów! Szukajcie tego co w Was dobre. Dbajcie o mężczyzn, którzy Was otaczają, pokażcie jakie jesteście wyrozumiałe, piękne, kochane i mądre. Uśmiechajcie się do swojego odbicia i ludzi, których spotykacie. Zobaczycie, że będzie Wam lżej :)

Panowie - akceptujcie i kochajcie nas takie, jakie jesteśmy. Bądźcie dla nas wsparciem i podporą. Pamiętajcie, że jak każdy, mamy chwile słabości, ale nie znaczy to, że nie lubimy się cieszyć i czerpać z życia jak najwięcej. Zostańcie przy nas, nawet jeśli czasem będziecie mieli nas dość - odwdzięczymy się i odwzajemnimy, kiedy to Wy będziecie nas doprowadzać do szału :)

środa, 14 lutego 2018

Historia jednej znajomości

Miałam 16 lat, wieczory lubiłam spędzać przy komputerze. Zazwyczaj coś pisałam lub grałam na jednym z serwisów z grami takimi jak kalambury, kości, literaki itp. Nie byłam jakimś zapalonym graczem, jednak w wakacyjne wieczory spędzałam tam trochę więcej czasu. Pewnej niedzieli, dzień po weselu kuzynki, kiedy cała rodzina bawiła się na tzw. poprawinach ja zostałam w domu. Nie czułam się wtedy najlepiej, więc wieczór przed komputerem to był szczyt moich marzeń i możliwości. W głośnikach ulubiona muzyka, na ekranie coś w rodzaju scrabbli. Nie wiem ile czasu wtedy spędziłam wgapiając się w monitor, dziś jednak wiem, że był to dobrze spędzony czas. Nie to, że nauczyłam się jakiś nowych słów, czy zdobyłam satysfakcjonującą liczbę punktów. Poznałam pewnego chłopaka, który nieźle namieszał w moim życiu. Nie wiem czy kiedyś graliście w tego typu gry, więc może nieco Wam to wyjaśnię. Przyłączaliście się do jakiejś grupy, w której każdy z graczy miał kilkanaście sekund na ułożenie słowa na planszy z liter, które zostały mu przydzielone. Po środku ekranu widzieliście więc całą planszę, a po prawej stronie małe okienko, w którym gracze mogli się komunikować. Zazwyczaj były to rozmowy w stylu:

- Cześć, dzięki za przyjęcie do gry :) 
- Hej
- Cześć
- Siema 
- Fajnie się grało
- Nara

czyli jakoś tak niezbyt ambitnie ;). Zresztą nie to było tam najważniejsze. Liczyły się tylko dobre litery i słowa, lepiej punktowane. W pewnym momencie w grupie graczy zostałam tylko ja i jakiś rakim89. W trakcie gry nawiązała się również między nami rozmowa w oknie bocznym. Nie było to nic nadzwyczajnego, kilka podstawowych informacji o sobie, pytania o hobby czy ulubioną muzykę. Nadal pamiętam piosenkę, jaką mi wtedy wysłał. Do dziś nie wiem jak to się stało, że wymieniliśmy się numerami Gadu-gadu i po skończonej rozgrywce, to tam przeniosły się nasze  rozmowy. Następnego dnia znów umówiliśmy się na wspólne granie, w międzyczasie trochę pisaliśmy. Trudno w to uwierzyć, ale powstała z tego ciekawa wirtualna znajomość. Na Gadu-gadu rozmawialiśmy coraz częściej, z czasem doszła Nasza-klasa, a dopiero po dwóch latach wymieniliśmy się numerami telefonów. Tak, nasza wirtualna znajomość trwała już dwa lata! Dziś, kiedy o tym myślę nie wiem jak to się stało. Numerami telefonów wymieniliśmy się tylko dlatego, że postanowiliśmy się wreszcie spotkać. Wiecie, tak w realu. Mój wirtualny znajomy mieszkał 200 km od mojego rodzinnego domu. Nie musiałam jednak za wiele kombinować, ponieważ mój brat mieszkał w Poznaniu, czyli w rodzinnych stronach mojego kolegi. Na miejsce pierwszego spotkania wybraliśmy wtedy obojgu nam znany Stary Browar, czyli jedną z poznańskich galerii handlowych. Nie dość, że znajduje się w centrum miasta, to jeszcze jest blisko dworca i można napić się kawy w wybranej przez siebie kawiarni. Z racji tego, że nie byłam wtedy zbyt mobilna, na miejsce podwiózł mnie brat wraz ze swoją dziewczyną. Stwierdzili, że nie opłaca im się za chwilę wracać przez zatłoczone miasto do mieszkania, więc postanowili porozglądać się po sklepach. Mój znajomy był trochę wcześniej, więc napisał mi, że rozejrzy się po Empiku. Postanowiłam więc, że go zaskoczę i tam go poszukam. Wiedziałam mniej więcej jak wygląda, bo przez te dwa lata internetowej znajomości widziałam kilka jego zdjęć. Nie musiałam długo szukać, dział z grami komputerowymi okazał się strzałem w dziesiątkę. Właśnie trzymał w ręku jedną z nich, kiedy wyskoczyłam zza regału i nieco zawstydzona wypaliłam: "Cześć, to ja!". Nie powiem, wyglądał na zaskoczonego. No bo jakbyście zareagowali, jakby przed Waszymi oczami stanęła jakaś wariatka, chwaląca się swoim aparatem na zębach mówiąca z radością"to ja!"? Żebym była jeszcze jakąś ekstra laską o długich nogach i blond włosach, to mógłby się chłopak ucieszyć, a tak? No dobra, uśmiechnął się niby i zaprosił na kawę. Czyli chyba nie zbłaźniłam się jakoś bardzo. Wybrał latte bez cukru, ja capuccino i tak rozmawialiśmy rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. On wtedy zafascynowany był swoimi turniejami piłki nożnej, ja zbliżającą się studniówką więc sami rozumiecie, nadawaliśmy na zupełnie innych falach :D Mimo wszystko, rozmowa jakoś się toczyła. Nawet nie zauważyłam kiedy minęły dwie godziny, a później on musiał wracać na pociąg. Przyznam szczerze, że dziwnie mi jakoś było po tym rozstaniu, bo naprawdę miło spędziłam ten czas. Zastanawiałam czy mój nowy-stary znajomy jeszcze się odezwie. Nie wiedziałam, co tak naprawdę myślał o naszym spotkaniu. Odezwał się, a nasza znajomość utrzymywała się kilka lat. Jak tylko miałam okazję, jeździłam do Poznania, on raz przyjechał do  mojego studenckiego miasta. Sporo ze sobą rozmawialiśmy, naszym głównym komunikatorem nadal było Gadu-gadu i SMSy. Mimo tego, że w międzyczasie oboje byliśmy w związkach, znajomość nadal się jakoś utrzymywała. Nie musieliśmy rozmawiać codziennie, jednak zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Zdarzało się, że mieliśmy naprawdę długie przerwy w rozmowach. Nikt się jednak na nikogo nie obrażał, znajomość trwała dalej. Z czasem zaczęliśmy nazywać to przyjaźnią i chyba naprawdę tak było. On wiele wiedział o mnie, ja o nim. Nie powinno mnie więc dziwić, kiedy zaprosił mnie na wesele najlepszych przyjaciół. Na początku odmówiłam, jednak po namyśle i jednym z weekendów, który razem spędziliśmy zgodziłam się. Nie byłabym sobą, gdybym na kilka dni przed imprezą nie dostała anginy. Wszystko stanęło pod znakiem zapytania, strasznie to przeżywałam. Nie chciałam zawieźć przyjaciela. Ostatecznie pojechałam na wesele i nigdy tego nie żałowałam. Po dwóch dniach tańców i rozmów znów każde z nas wróciło do swojego życia. Postanowiliśmy jednak, że przyjadę do Poznania na Dzień Świętego Marcina. Tak też się stało, później on przyjechał na moje urodziny. I tak naprawdę to właśnie ten weekend zmienił wszystko. Miesiąc później byliśmy już razem. Na początku było wiele wątpliwości, no bo jak nagle z najlepszych przyjaciół stać się parą? Jak mimo pięcioletniej znajomości pokonać 160 kilometrową odległość i tworzyć związek? Jakoś nam się udało :) Nie zawsze było łatwo, jednak weekendowe spotkania dodawały nam sił. Widywaliśmy się raz na dwa, czasami na trzy tygodnie. Później postanowiłam iść na studia magisterskie do Poznania, dzięki czemu mogliśmy widywać się znacznie częściej. Uwierzycie, że znajomość ta przetrwała tak 8 lat? 8 lat do czasu aż zdecydowaliśmy się na ślub. Od nieco ponad pół roku jesteśmy Małżeństwem. Najszczęśliwszą parą przyjaciół na świecie. Rodziną, wsparciem, zrozumieniem. Kiedyś życzyliśmy sobie przyjaźni na lata. Dostaliśmy dużo więcej - Miłość na całe życie. I choć nie zawsze jest kolorowo, to dziś wiem, że to wspólne granie 10 lat temu zmieniło wszystko. Na lepsze oczywiście :). Lubię tą naszą historię i mam nadzieję, że kiedyś opowiem naszym dzieciom jak poznałam Miłość Mojego Życia. Bo Rafał zdecydowanie nią jest. 

Jeśli ktoś z Was spędza Walentynki samotnie - nie przejmujcie się. Ten dzień również może być udany! Nie szukajcie Miłości. Ona sama Was znajdzie, nawet nie wiecie kiedy :) 


Miesiąc przed ślubem właśnie w miejscu naszego pierwszego spotkania powstała nasza mała sesja narzeczeńska. Poniżej kilka kadrów z tego dnia :) 




sobota, 27 stycznia 2018

Fotograficzne wspomnienia w domowej galerii

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie, to być może pamiętacie mój niewielki kącik relaksu, w którym lubię czytać książki i słuchać muzyki. To moje miejsce, gdzie naprawdę odpoczywam. Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała nic tam zmieniać. Mimo, że kącik powstał niedawno, już postanowiłam jakoś go urozmaicić. Nie chciałam zmieniać zbyt wiele, ale drobne zmiany kosmetyczne chyba wyszły na dobre :) 

Obraz, który wisiał na jednej ze ścian, zmienił położenie.
Zastąpiłam go moim ulubionym zdjęciem na płótnie. Do tej pory nie mogłam mu znaleźć odpowiedniego miejsca.



Mogłoby tak zostać, jednak postanowiłam jeszcze co nieco dołożyć. 
Za pomocą płatków Tesa Tack Color i Tesa Tack Transparent dookoła płótna przykleiłam mniejsze zdjęcia. Tym sposobem utworzyłam swoją mini galerię wspomnień. 




Jak Wam się podoba? 


Oczywiście mogłabym tak zapełnić całą ścianę, jednak na razie chyba wystarczy :D Która wersja domowej galerii podoba Wam się bardziej? Ta, którą zrobiłam teraz czy może TA wcześniejsza? :) 
Ja lubię obie wersje :) Na szczęście tego typu ozdoby można łatwo zdejmować, zmieniać położenie itp. więc jeśli się znudzę, znów wymyślę coś nowego :) 


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Zimowi umilacze, czyli Blue Monday po mojemu :)

Pamiętacie mój wpis o sposobach na przetrwanie jesieni? W zimie sposoby te również świetnie się sprawdzają. Tym razem postanowiłam więc pokazać Wam nieco mojej zimy. Są to moje ulubione smaki, zapachy i czynności, które towarzyszą mi właściwie od lat :) Dziś podobno najbardziej depresyjny dzień w roku, zwany Blue Monday. Choć osobiście nie do końca w to wierzę, dawka pozytywnych myśli i przyjemnych akcentów nigdy nie zaszkodzi, prawda? :) 

Nie będzie to żadna nowość, kiedy pokażę Wam świeczki ;) Jeśli śledzicie mnie na Facebooku, czy Instagramie dobrze wiecie, że uwielbiam świeczki. Lubię klimat, który dzięki nim mogę stworzyć. 
Nie pokazuję Wam tu wszystkich moich świeczek, tylko te, które naprawdę kojarzą mi się z zimą i chłodnymi wieczorami pod kocem.


Jeśli mowa o wieczorach pod kocem to często towarzyszą mi wtedy ulubione napoje, takie jak herbaty, gorące czekolady czy grzane wino. Już od kilku sezonów towarzyszy mi herbata-grzaniec z dodatkiem miodu, która naprawdę rozgrzewa! Po czekolady sięgam zdecydowanie rzadziej, jednak nie wyobrażam sobie nie wypić żadnej z nich w tym okresie. Grzane wino z goździkami i plasterkami pomarańczy to świetny sposób na weekendową rozgrzewkę :) 



Nie wiem czy pamiętacie, ale dwa lata temu dzieliłam się z Wami moimi "przepisami" na rozgrzewające napoje - zachęcam do przypomnienia sobie tych pyszności :) 

Chłodne wieczory to także czas na czytanie książek i robienie zdjęć. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię utrwalać chwile, ludzi, detale dnia codziennego - polecam! 


Zimą chętniej wybieram się też do kina lub sięgam po filmy dvd z moich domowych zasobów. 
Jeśli chodzi o kino, to w tamtym tygodniu oglądałam polskiego "Exterminatora" i byłam zachwycona! Mimo, że z dystansem podchodzę do polskich filmów, zwłaszcza komediowych to ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Może dlatego, że kiedyś myślałam, że będę żyła z muzyki? Co to ma wspólnego z filmem? Jak obejrzycie, zrozumiecie :) 
Wśród innych propozycji mam coś dla miłośników bajek oraz filmów. 
Są to oczywiście tylko przykłady, ale moim zdaniem - nie pożałujecie! :) Często sięgam też po nieśmiertelne klasyki takie jak "Dirty Dancing" czy "Pretty Woman" wiadomo :D 





Kiedy za oknem robi się chłodniej stawiam też na planszówki. Mimo, że towarzyszą mi one całym rokiem, zimą bez wyrzutów sumienia możemy po prostu siedzieć w domu i grać :D Jeszcze ciekawiej jest kiedy ze swoimi grami przychodzą do Was znajomi czy rodzina. Świetna zabawa gwarantowana! :)




Pamiętajcie jednak, że zima nie musi oznaczać tylko siedzenia w domu. Zawsze powinien być czas na spacery, ćwiczenia i spędzanie czasu z ludźmi, których kochacie :) Oczywiście w rytmie ulubionej muzyki. 

Musisz to zobaczyć!

Jak zorganizować wieczór panieński lepszy od marzeń

Już kilka razy wspominałam Wam, że wkrótce wychodzę za mąż. Kiedy w styczniu zaczęliśmy załatwiać wszystkie sprawy związane ze ślubem i wese...