piątek, 10 sierpnia 2018

Na co mi był ten ślub?!

Dziś mija 10 lat, odkąd poznałam mojego najlepszego przyjaciela, który rok temu został moim mężem. Historię naszego poznania już Wam opisywałam, więc jeśli jeszcze nie czytaliście - zachęcam ;) W miniony weekend świętowaliśmy naszą pierwszą rocznicę ślubu. Z tej okazji wybraliśmy się nad morze, do świetnego hotelu z basenem, jacuzzi i sauną. Były to trzy dni, które spędziliśmy tylko we dwoje. Bardzo tego potrzebowaliśmy. Mimo, że mamy siebie na co dzień, to od kilku miesięcy tego wspólnego czasu jest nieco mniej. Mąż każdą wolną chwilę spędza na tzw. budowie i robi wszystko, byśmy mogli jeszcze w tym roku przeprowadzić się do naszego nowego domu. A ja, w rok po naszym ślubie wracam wspomnieniami do tego dnia i postanowiłam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami. O naszym ślubie i weselu pisałam Wam już wcześniej. Jak wszystko wyglądało, jak się przygotowywaliśmy itp. już wiecie. Teraz nadszedł czas na podsumowanie tego małżeńskiego czasu. Jeśli ślubne przygotowania macie już za sobą, to pewnie znacie ten słynny tekst: "a po ślubie to wszystko się skończy". Ja słyszałam to wielokrotnie i za każdym razem tak samo mnie te słowa irytowały. Słyszałam je głównie z ust starszych osób, ale niejednokrotnie wspominali o tym moi znajomi. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Czy dziś sama powtórzyłabym Wam te same słowa? Na pewno nie! Co prawda, żoną jestem dopiero od roku, więc niektórym może się wydawać, że jeszcze wszystko się może zmienić. Nie mówię, że nie. Ale przez ten rok, ani jednego dnia nie żałowałam, że zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Jak do tej pory żadnemu z nas się nie znudziło, mąż nadal, jak przez ostatnie 5 lat, co miesiąc przynosi mi kwiaty. Teraz zdarza się, że nawet dwa dni w miesiącu świętujemy, bo dochodzi jeszcze data ślubu :D Niektórzy mogą się śmiać, ale my lubimy celebrować nawet niewielkie okazje. Wiecie co jest najlepsze? Że nadal uwielbiamy spędzać czas razem! Wciąż mieszkamy w jednym pokoju, gdzie spędzamy cały nasz wolny czas. Jest to nasza wspólna przestrzeń, gdzie śpimy, oglądamy telewizję, pracujemy, piszemy, ćwiczymy, rysujemy, czytamy itp. Uwierzcie, że taka sytuacja, może być niekiedy uciążliwa. Oboje jesteśmy osobami, które lubią samotność. Tzn, że lubimy po prostu ciszę, spokój i swój własny świat. Swój indywidualny, osobisty świat. Po ślubie, musieliśmy się przyzwyczaić do tego, że w pewien sposób jesteśmy na siebie skazani. Okazało się jednak, że świetnie sobie z tym radzimy. Mamy chwile, kiedy każde z nas zajmuje się swoimi sprawami, a później odkładamy wszystko i cieszymy się sobą. I to jest właśnie fajne. To, czego kiedyś się obawialiśmy okazuje się także dobrą okazją do zbliżenia i poznania się jeszcze lepiej. Nie budujemy wokół siebie murów i to jest bardzo ważne. Podejrzewam, że w nowym domu oszalejemy od ilości pomieszczeń :D Ale i tak najlepiej będzie nam się siedziało razem pod kocem na kanapie. Inna nasza wizja dotyczy wspólnego gotowania, czego już nie możemy się doczekać :) 
Przed ślubem pojawiały się też głosy, że ten papierek niczego nie zmienia. Że to tylko zbędna formalność. No cóż, dla niektórych może tak. Dla mnie, osoby wierzącej ważny był ślub w kościele. Nie chodziło tylko o białą suknię i ekstra wesele. Ważna była dla mnie przysięga, przed Bogiem i naszymi bliskimi. Nie jest to zbyt nowoczesny pogląd, ale nie przeszkadza mi to. Oprócz tego, że zależało mi na ślubie kościelnym, to chciałam też, by odbył się on w szczególnym dla mnie miejscu, czyli mojej rodzinnej parafii. Kościół, w którym przyjmowałam pierwsze sakramenty, czytałam czytania i śpiewałam psalmy, musiał być miejscem mojego ślubu. Nie wyobrażałam sobie inaczej. I tak też się stało. Wszystko było tak, jak sobie wymarzyłam. Czytałam czytanie, jedna ze znajomych czytała tzw. modlitwę wiernych, a oprawą muzyczną zajęły się dziewczyny z zespołu, do którego kiedyś należałam. Były gitary, bongosy i moje ulubione pieśni. Do dziś wspominam to ze wzruszeniem.





Mimo, że mój mąż nie miał co do Mszy żadnych większych wymagań, wiem że jemu też się podobało. Dekoracje, mój wymarzony biały dywan, kazanie znajomego proboszcza, muzyka - to było spełnienie marzeń. 
Po ślubie oczywiście było wesele, na którym naprawdę świetnie się bawiliśmy. Nigdy nie byliśmy super tancerzami, nie chodziliśmy też raczej na imprezy. Tego dnia nam to w ogóle nie przeszkadzało :D Fantastyczny duet, rozbawił nas i naszych gości w 100%. Do dziś dostajemy wiele pytań dotyczących wyboru oprawy muzycznej wesela. Za każdym razem powtarzamy to samo - drugi raz i każdy następny również należałby do Dj Polska




Była to zabawa, która odpowiadała nam, naszym młodszym i starszym gościom. I to jest fajne. Może komuś się nie podobało, ale nie dotarły do nas takie głosy. Podobnie w przypadku fotografa i kamerzysty - drugi raz wybralibyśmy tą samą ekipę. Styl wesela, cała oprawa, jedzenie, dekoracje - wszystko było takie "nasze". Ktoś mógłby powiedzieć, że było zwyczajnie, a mnie cieszył każdy szczegół. Nie zależało nam na wielkiej pompie, ogromnych dekoracjach i udziwnieniach. Jak już wspominałam Wam kiedyś, wiele rzeczy robiliśmy sami i z pomocą naszych bliskich. I bardzo nam to odpowiadało. Nawet samochód, którym jechaliśmy do ślubu, był tym wymarzonym. Żałujemy, że nie mamy przy nim więcej zdjęć :( 





Czy coś byśmy w tym dniu zmienili? Jak byśmy podsumowali dzień ślubu i wszystkie przygotowania? 

- Dopiero po jakimś czasie uświadomiliśmy sobie, że mało było czasu na wszystko, co chcielibyśmy zrobić. Ten dzień, ta noc minęły tak szybko, że nie zdążyliśmy ze wszystkimi porozmawiać czy zrobić sobie zdjęcia. Mam nadzieję, że nikt nie ma nam tego za złe. Emocje i wszystkie rzeczy, które mają miejsce w dniu ślubu są po prostu nie do opisania. Moim zdaniem, powinno to trwać znacznie dłużej, by Młoda Para nacieszyła się zarówno sobą, jak i gośćmi. 
- Ekipę weselną mieliśmy naprawdę niesamowitą! Nie było nas wiele, bo łącznie z nami, kamerzystą, fotografem i muzykami było 71 osób. Tak akurat. Chociaż tego dnia niestety zabrakło kilku ważnych osób. Moje trzy przyjaciółki, nie mogły być wtedy z nami, czego do dziś żałuję. Ale czasem tak po prostu jest i nie mamy na pewne rzeczy wpływu. Nie martwcie się, te przyjaźnie wciąż trwają :D Gdybyśmy mieli ponownie organizować taką imprezę, zaprosilibyśmy jeszcze kilku znajomych i skupilibyśmy się na osobach, które nas nie zawodzą i możemy na nich liczyć w codziennym życiu. 
- O tym jak będziemy wyglądać tego dnia wiedzieliśmy już na długo przed uroczystością. Mąż wypatrzył sobie garnitur podczas targów ślubnych, ja zdjęcia tej właśnie sukni miałam zapisane w komputerze już rok przed...zaręczynami :D Co prawda, oglądałam też inne modele, ale kiedy przymierzałam niektóre suknie miałam ochotę je od razu zdjąć. W tej, którą wybrałam czułam się najpiękniejsza. I absolutnie nie żałuję, że to suknia z drugiej ręki. Wyglądała jak nowa. Niektórzy pewnie dopiero teraz się o tym dowiedzą ;) Uważam jednak, że nie mam się czego wstydzić. Pieniądze, które zaoszczędziłam, mogłam przeznaczyć na buty, dekoracje, czy inne dodatki :) Suknię trzymam do dziś, nie wiem czy kiedyś ją sprzedam. Wcześniej myślałam, że nie będę miała z tym problemu, teraz jednak sentyment zwycięża. 




Cieszę się, że moim fryzjerkom i makijażystce udało się sprawić, że to wszystko tak pięknie ze sobą współgrało. Niczego bym nie zmieniła.




- Najdłużej ze wszystkich rzeczy szukałam chyba butów. Szukałam w sieciówkach i przez Internet. Kupiłam 3 pary, które później musiałam oddawać bo okazywały się niewygodne lub źle wykonane. Wreszcie, w jednym z niewielkich sklepów w moich rodzinnych stronach znalazłam buty idealne - wygodne, ładne, niezbyt wysokie. Po północy zamieniłam je na błękitne Conversy, jednak gdyby nie moja miłość do trampków, mogłabym w nich tańczyć znacznie dłużej :) 





Z racji tego, że jestem osobą dosyć wrażliwą na zapachy, muzykę i przywiązuję wagę do szczegółów, już kilka miesięcy przed ślubem wybrałam perfumy na ten dzień. Do dziś, kiedy ich używam, kojarzą mi się z tym pięknym wydarzeniem. Właśnie o taki efekt mi chodziło :) 





Dziś, kiedy minął już rok pozostają właśnie tego typu rzeczy: perfumy, zdjęcia, film, prezenty, księga gości, karty, suknia, garnitur, elementy dekoracji... Wszystko to, co sprawiło, że dzień naszego ślubu był wyjątkowy. Był to dzień, który rozpoczął piękny czas w naszym życiu. Momentami trudny, ale mimo wszystko piękny - małżeństwo. Wierzcie mi, że razem łatwiej iść przez życie. Trzymając się za ręce kroczymy przed siebie. Czekamy na to, co jeszcze przed nami. A mam nadzieję, że będą to chwile warte zapamiętania. Tak, jak w dniu ślubu. Żałuję, że nie można tego dnia jakoś powtórzyć. 

Teraz już chyba nie macie wątpliwości, że dobrze mi w małżeństwie :) Nigdy nie czułam się lepiej, polecam! :D 



czwartek, 19 lipca 2018

Dyniowa zupa krem z krewetkami

Nie wiem czy pamiętacie jak przy okazji wpisu z zupą z cukinii pisałam, że jest to jedna z dwóch zup po które często sięgam. Dziś pora na tą drugą zupę krem. Dynia kojarzy nam się głównie z jesienią, jednak to danie gości w mojej kuchni również latem, kiedy potrzebuję czegoś lekkiego i smacznego :) 

Do przygotowania zupy potrzebne są:
dwie paczki mrożonej dyni, krewetki, mleczko kokosowe, imbir, grzanki, curry, sól, pieprz i słodką paprykę. 
Czasami podobnie jak przy zupie z cukinii sama robię grzanki,
tym razem użyłam jednak gotowych. 


Na początek do garnka z oliwą wrzucamy dynię


Dolewamy do niej pół szklanki letniej wody


W międzyczasie na patelni smażymy krewetki.
Do dyni zaś dodajemy starty imbir i przyprawy.


Kiedy dynia już zmięknie, zdejmujemy garnek z palnika i za pomocą blendera miksujemy dynię


Na koniec, już w miseczce czy na talerzu, ostatecznie doprawiamy naszą zupę mleczkiem kokosowym, odrobiną curry, krewetkami i grzankami



Zupa dyniowa gotowa. Smacznego! :) 

poniedziałek, 2 lipca 2018

Drewniane podkładki na stół

Jakiś czas temu podczas wizyty u rodziców na tyle ogródka znalazłam pieńki brzozy, która się złamała podczas wichury. Było to drzewo, które widziałam z okna swojego pokoju odkąd tylko pamiętam. Nie było młode i częściowo nie wytrzymało porywistego wiatru. Trzeba było je trochę przyciąć. Nie byłabym sobą, gdybym tego nie wykorzystała :) Poprosiłam więc tatę o pomoc w wycięciu brzozowych plastrów, z których mogłabym zrobić podkładki na stół. Co z tego wyszło? Zobaczcie sami ;) 

Początkowo chciałam zrobić podkładki pod talerze oraz kubki. Niestety te mniejsze nie wyszły, ponieważ drzewo było zbyt suche i kruche. Zostały więc większe.



Do wykończenia moich podkładek użyłam papieru ściernego oraz bezbarwnego lakieru


Zaczęłam od wygładzenia plastrów papierem. Kiedy robicie to ręcznie, musicie uzbroić się w cierpliwość :) Chociaż przyznam, że ja specjalnie zostawiłam trochę nierówności, co moim zdaniem dodaje naturalności


Następnie, za pomocą pędzelka rozprowadziłam lakier. Do bardziej gładkich powierzchni możecie użyć wałka. Musicie też wiedzieć jaki efekt chcecie osiągnąć i zdecydować, czy wybierzecie lakier, lakierobejcę, bejcę czy może olej. Możecie też wybierać między matem, a połyskiem. Możliwości jest naprawdę sporo ;) 


Pamiętajcie, że drzewo "pije" wszystko, co na nie położycie, więc kolejne warstwy lakierów musicie nakładać w kilkugodzinnych odstępach czasowych. Zazwyczaj na opakowaniu taki czas jest uwzględniony. Nie martwcie się też, że na początku malowane przez Was powierzchnie są ciemne. Po wyschnięciu wszystko wraca do normy :) 


Gotowe podkładki możemy wykorzystać na tarasie lub balkonie. Będą świetnie wyglądać pod talerzami, miskami z owocami czy świecznikami. Zobaczcie sami :) Już nie mogę się doczekać aż będę z nich korzystać na moim własnym tarasie :) 



Lubicie takie małe akcenty, które upiększają tarasy lub balkony? Wkrótce więcej inspiracji :) 

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Zupa krem z cukinii z domowymi grzankami

Macie czasem tak, że codzienność tak Was pochłania, że zapominacie o swoich pasjach, hobby a nawet znajomych? Chociaż słowo "zapominacie" nie jest do końca odpowiednie, ale myślę, że wiecie co mam na myśli. Ja chyba tak ostatnio mam. Maj upłynął pod znakiem rodzinnych imprez, nawet nie wiem kiedy ten miesiąc minął. Dodatkowo bardzo często dopadały mnie różne infekcje, angina itp. Teraz zresztą też jestem przeziębiona. Wyobraźcie sobie 30 stopni na zewnątrz, słońce i bolące gardło na przemian z katarem. Z tej okazji postanowiłam umilić sobie czas pyszną zupą. W taką pogodę ciężko mi wymyślać obiady. Ostatnio jednak polubiłam dwie zupy, które bardzo mi pasują i jedną z nich chcę się z Wami podzielić :) 

Do jej przygotowania użyłam: 
dwie średnie cukinie, cebulę, sól, pieprz i curry.
Bułkę, która została mi z poprzedniego dnia, postanowiłam wykorzystać na grzanki. 


W garnku na maśle zeszkliłam pokrojoną w kostkę cebulę


Cukinie również pokroiłam w kostkę i dodałam do cebuli



Następnie do garnka wlałam około 300 ml wody (może być również bulion)


W międzyczasie przygotowałam grzanki. Bułkę pokroiłam na mniejsze kawałki,


posypałam bazylią i przypiekłam na patelni z odrobiną masła



Kiedy cukinia już zmiękła, zblendowałam zawartość garnka, doprawiając do smaku solą i pieprzem



Na koniec wystarczyło dodać odrobinę curry i domowe grzanki na wierzch :) 



Smacznego! :) 
 

środa, 21 marca 2018

Wiosenna zakładka do książki

Dziś Pierwszy Dzień Wiosny :) Mimo tego, że za oknem jeszcze resztki śniegu i mróz, to jednak wierzę, że wiosna w końcu nas odwiedzi. Pewnie nie tylko ja mam dosyć tych czapek, szalików i wiecznie gubiących się rękawiczek. Chciałabym już prawdziwą wiosnę, słońce, zieleń i kwiaty. Chcę w końcu założyć trampki i jeździć na rowerze, spacerować i wygrzewać twarz w słońcu. Wbrew nieprzyjemnej aurze, postanowiłam wprowadzić trochę wiosny do swojej codzienności. Oprócz świeżych kwiatów w wazonie, postanowiłam że zrobię coś, co będzie dawało mi jeszcze więcej nadziei na wiosnę. A w tym roku na wiosnę czekam szczególnie, gdyż czekają mnie wielkie zmiany - urządzanie domu! Sami więc rozumiecie, skąd decyzja o przywoływaniu tej pory roku ;) 

 Z racji tego, że czytam sporo książek, postawiłam na wiosenną zakładkę. Zrobiłam ją bardzo szybko, a efekt naprawdę mi się podoba :) Zobaczcie sami! 

Do przygotowania zakładki użyłam:
- kartkę z bloku technicznego
- nożyczki
- papierowego motylka (znacie go z TEGO wpisu) 


Zaczęłam od narysowania sobie dwóch szablonów mojej zakładki - odmierzyłam szerokość taśmy i wycięłam dwa paski, które będą podstawą zakładki. 



Róg jednego z pasków posmarowałam klejem i przykleiłam tylko sam tułów motylka



Oba paski skleiłam ze sobą




Na wierzch przykleiłam taśmę. 
Jej kolory wydały mi się naprawdę wiosenne, a w połączeniu z motylkiem - wygląda to jeszcze lepiej! 


Jak Wam się podoba? Czujecie już wiosnę? :)




Musisz to zobaczyć!

Jak zorganizować wieczór panieński lepszy od marzeń

Już kilka razy wspominałam Wam, że wkrótce wychodzę za mąż. Kiedy w styczniu zaczęliśmy załatwiać wszystkie sprawy związane ze ślubem i wese...