środa, 14 lutego 2018

Historia jednej znajomości

Miałam 16 lat, wieczory lubiłam spędzać przy komputerze. Zazwyczaj coś pisałam lub grałam na jednym z serwisów z grami takimi jak kalambury, kości, literaki itp. Nie byłam jakimś zapalonym graczem, jednak w wakacyjne wieczory spędzałam tam trochę więcej czasu. Pewnej niedzieli, dzień po weselu kuzynki, kiedy cała rodzina bawiła się na tzw. poprawinach ja zostałam w domu. Nie czułam się wtedy najlepiej, więc wieczór przed komputerem to był szczyt moich marzeń i możliwości. W głośnikach ulubiona muzyka, na ekranie coś w rodzaju scrabbli. Nie wiem ile czasu wtedy spędziłam wgapiając się w monitor, dziś jednak wiem, że był to dobrze spędzony czas. Nie to, że nauczyłam się jakiś nowych słów, czy zdobyłam satysfakcjonującą liczbę punktów. Poznałam pewnego chłopaka, który nieźle namieszał w moim życiu. Nie wiem czy kiedyś graliście w tego typu gry, więc może nieco Wam to wyjaśnię. Przyłączaliście się do jakiejś grupy, w której każdy z graczy miał kilkanaście sekund na ułożenie słowa na planszy z liter, które zostały mu przydzielone. Po środku ekranu widzieliście więc całą planszę, a po prawej stronie małe okienko, w którym gracze mogli się komunikować. Zazwyczaj były to rozmowy w stylu:

- Cześć, dzięki za przyjęcie do gry :) 
- Hej
- Cześć
- Siema 
- Fajnie się grało
- Nara

czyli jakoś tak niezbyt ambitnie ;). Zresztą nie to było tam najważniejsze. Liczyły się tylko dobre litery i słowa, lepiej punktowane. W pewnym momencie w grupie graczy zostałam tylko ja i jakiś rakim89. W trakcie gry nawiązała się również między nami rozmowa w oknie bocznym. Nie było to nic nadzwyczajnego, kilka podstawowych informacji o sobie, pytania o hobby czy ulubioną muzykę. Nadal pamiętam piosenkę, jaką mi wtedy wysłał. Do dziś nie wiem jak to się stało, że wymieniliśmy się numerami Gadu-gadu i po skończonej rozgrywce, to tam przeniosły się nasze  rozmowy. Następnego dnia znów umówiliśmy się na wspólne granie, w międzyczasie trochę pisaliśmy. Trudno w to uwierzyć, ale powstała z tego ciekawa wirtualna znajomość. Na Gadu-gadu rozmawialiśmy coraz częściej, z czasem doszła Nasza-klasa, a dopiero po dwóch latach wymieniliśmy się numerami telefonów. Tak, nasza wirtualna znajomość trwała już dwa lata! Dziś, kiedy o tym myślę nie wiem jak to się stało. Numerami telefonów wymieniliśmy się tylko dlatego, że postanowiliśmy się wreszcie spotkać. Wiecie, tak w realu. Mój wirtualny znajomy mieszkał 200 km od mojego rodzinnego domu. Nie musiałam jednak za wiele kombinować, ponieważ mój brat mieszkał w Poznaniu, czyli w rodzinnych stronach mojego kolegi. Na miejsce pierwszego spotkania wybraliśmy wtedy obojgu nam znany Stary Browar, czyli jedną z poznańskich galerii handlowych. Nie dość, że znajduje się w centrum miasta, to jeszcze jest blisko dworca i można napić się kawy w wybranej przez siebie kawiarni. Z racji tego, że nie byłam wtedy zbyt mobilna, na miejsce podwiózł mnie brat wraz ze swoją dziewczyną. Stwierdzili, że nie opłaca im się za chwilę wracać przez zatłoczone miasto do mieszkania, więc postanowili porozglądać się po sklepach. Mój znajomy był trochę wcześniej, więc napisał mi, że rozejrzy się po Empiku. Postanowiłam więc, że go zaskoczę i tam go poszukam. Wiedziałam mniej więcej jak wygląda, bo przez te dwa lata internetowej znajomości widziałam kilka jego zdjęć. Nie musiałam długo szukać, dział z grami komputerowymi okazał się strzałem w dziesiątkę. Właśnie trzymał w ręku jedną z nich, kiedy wyskoczyłam zza regału i nieco zawstydzona wypaliłam: "Cześć, to ja!". Nie powiem, wyglądał na zaskoczonego. No bo jakbyście zareagowali, jakby przed Waszymi oczami stanęła jakaś wariatka, chwaląca się swoim aparatem na zębach mówiąca z radością"to ja!"? Żebym była jeszcze jakąś ekstra laską o długich nogach i blond włosach, to mógłby się chłopak ucieszyć, a tak? No dobra, uśmiechnął się niby i zaprosił na kawę. Czyli chyba nie zbłaźniłam się jakoś bardzo. Wybrał latte bez cukru, ja capuccino i tak rozmawialiśmy rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. On wtedy zafascynowany był swoimi turniejami piłki nożnej, ja zbliżającą się studniówką więc sami rozumiecie, nadawaliśmy na zupełnie innych falach :D Mimo wszystko, rozmowa jakoś się toczyła. Nawet nie zauważyłam kiedy minęły dwie godziny, a później on musiał wracać na pociąg. Przyznam szczerze, że dziwnie mi jakoś było po tym rozstaniu, bo naprawdę miło spędziłam ten czas. Zastanawiałam czy mój nowy-stary znajomy jeszcze się odezwie. Nie wiedziałam, co tak naprawdę myślał o naszym spotkaniu. Odezwał się, a nasza znajomość utrzymywała się kilka lat. Jak tylko miałam okazję, jeździłam do Poznania, on raz przyjechał do  mojego studenckiego miasta. Sporo ze sobą rozmawialiśmy, naszym głównym komunikatorem nadal było Gadu-gadu i SMSy. Mimo tego, że w międzyczasie oboje byliśmy w związkach, znajomość nadal się jakoś utrzymywała. Nie musieliśmy rozmawiać codziennie, jednak zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Zdarzało się, że mieliśmy naprawdę długie przerwy w rozmowach. Nikt się jednak na nikogo nie obrażał, znajomość trwała dalej. Z czasem zaczęliśmy nazywać to przyjaźnią i chyba naprawdę tak było. On wiele wiedział o mnie, ja o nim. Nie powinno mnie więc dziwić, kiedy zaprosił mnie na wesele najlepszych przyjaciół. Na początku odmówiłam, jednak po namyśle i jednym z weekendów, który razem spędziliśmy zgodziłam się. Nie byłabym sobą, gdybym na kilka dni przed imprezą nie dostała anginy. Wszystko stanęło pod znakiem zapytania, strasznie to przeżywałam. Nie chciałam zawieźć przyjaciela. Ostatecznie pojechałam na wesele i nigdy tego nie żałowałam. Po dwóch dniach tańców i rozmów znów każde z nas wróciło do swojego życia. Postanowiliśmy jednak, że przyjadę do Poznania na Dzień Świętego Marcina. Tak też się stało, później on przyjechał na moje urodziny. I tak naprawdę to właśnie ten weekend zmienił wszystko. Miesiąc później byliśmy już razem. Na początku było wiele wątpliwości, no bo jak nagle z najlepszych przyjaciół stać się parą? Jak mimo pięcioletniej znajomości pokonać 160 kilometrową odległość i tworzyć związek? Jakoś nam się udało :) Nie zawsze było łatwo, jednak weekendowe spotkania dodawały nam sił. Widywaliśmy się raz na dwa, czasami na trzy tygodnie. Później postanowiłam iść na studia magisterskie do Poznania, dzięki czemu mogliśmy widywać się znacznie częściej. Uwierzycie, że znajomość ta przetrwała tak 8 lat? 8 lat do czasu aż zdecydowaliśmy się na ślub. Od nieco ponad pół roku jesteśmy Małżeństwem. Najszczęśliwszą parą przyjaciół na świecie. Rodziną, wsparciem, zrozumieniem. Kiedyś życzyliśmy sobie przyjaźni na lata. Dostaliśmy dużo więcej - Miłość na całe życie. I choć nie zawsze jest kolorowo, to dziś wiem, że to wspólne granie 10 lat temu zmieniło wszystko. Na lepsze oczywiście :). Lubię tą naszą historię i mam nadzieję, że kiedyś opowiem naszym dzieciom jak poznałam Miłość Mojego Życia. Bo Rafał zdecydowanie nią jest. 

Jeśli ktoś z Was spędza Walentynki samotnie - nie przejmujcie się. Ten dzień również może być udany! Nie szukajcie Miłości. Ona sama Was znajdzie, nawet nie wiecie kiedy :) 


Miesiąc przed ślubem właśnie w miejscu naszego pierwszego spotkania powstała nasza mała sesja narzeczeńska. Poniżej kilka kadrów z tego dnia :) 




sobota, 27 stycznia 2018

Fotograficzne wspomnienia w domowej galerii

Jeśli śledzicie mnie na Instagramie, to być może pamiętacie mój niewielki kącik relaksu, w którym lubię czytać książki i słuchać muzyki. To moje miejsce, gdzie naprawdę odpoczywam. Nie byłabym sobą, gdybym nie chciała nic tam zmieniać. Mimo, że kącik powstał niedawno, już postanowiłam jakoś go urozmaicić. Nie chciałam zmieniać zbyt wiele, ale drobne zmiany kosmetyczne chyba wyszły na dobre :) 

Obraz, który wisiał na jednej ze ścian, zmienił położenie.
Zastąpiłam go moim ulubionym zdjęciem na płótnie. Do tej pory nie mogłam mu znaleźć odpowiedniego miejsca.



Mogłoby tak zostać, jednak postanowiłam jeszcze co nieco dołożyć. 
Za pomocą płatków Tesa Tack Color i Tesa Tack Transparent dookoła płótna przykleiłam mniejsze zdjęcia. Tym sposobem utworzyłam swoją mini galerię wspomnień. 




Jak Wam się podoba? 


Oczywiście mogłabym tak zapełnić całą ścianę, jednak na razie chyba wystarczy :D Która wersja domowej galerii podoba Wam się bardziej? Ta, którą zrobiłam teraz czy może TA wcześniejsza? :) 
Ja lubię obie wersje :) Na szczęście tego typu ozdoby można łatwo zdejmować, zmieniać położenie itp. więc jeśli się znudzę, znów wymyślę coś nowego :) 


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Zimowi umilacze, czyli Blue Monday po mojemu :)

Pamiętacie mój wpis o sposobach na przetrwanie jesieni? W zimie sposoby te również świetnie się sprawdzają. Tym razem postanowiłam więc pokazać Wam nieco mojej zimy. Są to moje ulubione smaki, zapachy i czynności, które towarzyszą mi właściwie od lat :) Dziś podobno najbardziej depresyjny dzień w roku, zwany Blue Monday. Choć osobiście nie do końca w to wierzę, dawka pozytywnych myśli i przyjemnych akcentów nigdy nie zaszkodzi, prawda? :) 

Nie będzie to żadna nowość, kiedy pokażę Wam świeczki ;) Jeśli śledzicie mnie na Facebooku, czy Instagramie dobrze wiecie, że uwielbiam świeczki. Lubię klimat, który dzięki nim mogę stworzyć. 
Nie pokazuję Wam tu wszystkich moich świeczek, tylko te, które naprawdę kojarzą mi się z zimą i chłodnymi wieczorami pod kocem.


Jeśli mowa o wieczorach pod kocem to często towarzyszą mi wtedy ulubione napoje, takie jak herbaty, gorące czekolady czy grzane wino. Już od kilku sezonów towarzyszy mi herbata-grzaniec z dodatkiem miodu, która naprawdę rozgrzewa! Po czekolady sięgam zdecydowanie rzadziej, jednak nie wyobrażam sobie nie wypić żadnej z nich w tym okresie. Grzane wino z goździkami i plasterkami pomarańczy to świetny sposób na weekendową rozgrzewkę :) 



Nie wiem czy pamiętacie, ale dwa lata temu dzieliłam się z Wami moimi "przepisami" na rozgrzewające napoje - zachęcam do przypomnienia sobie tych pyszności :) 

Chłodne wieczory to także czas na czytanie książek i robienie zdjęć. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię utrwalać chwile, ludzi, detale dnia codziennego - polecam! 


Zimą chętniej wybieram się też do kina lub sięgam po filmy dvd z moich domowych zasobów. 
Jeśli chodzi o kino, to w tamtym tygodniu oglądałam polskiego "Exterminatora" i byłam zachwycona! Mimo, że z dystansem podchodzę do polskich filmów, zwłaszcza komediowych to ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Może dlatego, że kiedyś myślałam, że będę żyła z muzyki? Co to ma wspólnego z filmem? Jak obejrzycie, zrozumiecie :) 
Wśród innych propozycji mam coś dla miłośników bajek oraz filmów. 
Są to oczywiście tylko przykłady, ale moim zdaniem - nie pożałujecie! :) Często sięgam też po nieśmiertelne klasyki takie jak "Dirty Dancing" czy "Pretty Woman" wiadomo :D 





Kiedy za oknem robi się chłodniej stawiam też na planszówki. Mimo, że towarzyszą mi one całym rokiem, zimą bez wyrzutów sumienia możemy po prostu siedzieć w domu i grać :D Jeszcze ciekawiej jest kiedy ze swoimi grami przychodzą do Was znajomi czy rodzina. Świetna zabawa gwarantowana! :)




Pamiętajcie jednak, że zima nie musi oznaczać tylko siedzenia w domu. Zawsze powinien być czas na spacery, ćwiczenia i spędzanie czasu z ludźmi, których kochacie :) Oczywiście w rytmie ulubionej muzyki.